Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

niedziela, 30 sierpnia 2015

Louis część 3

Zanim jeszcze przeczytacie kolejną część Louisa, chciałam Was bardzo ale to bardzo przeprosić, że tyle czasu mnie nie było, ale niestety nie miałam czasu ponieważ wakacje nie były dla mnie czymś miłym w tym roku. Większość czasu spędziłam w szpitalu lub na opiekowaniu się dzieckiem mojego kuzyna i pomaganiem jego żonie. Nie będę tłumaczyła szczegółów, ale chciałam Was po prostu poinformować, że brak wpisów nie było moim widzimisię.
Drugą sprawą jest to iż chciałam też zobaczyć ile z Was naprawdę czyta moje wypociny dlatego bardzo proszę zostawcie komentarz chociaż gdyby miałoby to być samo "fajny", bo widać w statystykach ile razy dany imagin został wyświetlony, a to nie motywuje jeśli widzę, że na 50 wyświetleń jest tylko 1 komentarz. Na dodatek chciałam zapytać jakie chcielibyście dalsze imaginy i czy w ogóle jakieś chcecie, bo nie wiem jak Paulinie, ale mi wydaje się być troszeczkę bezsensowne pisanie jeśli nie chcecie już tego czytać. (oczywiście nie mówię, że chcę zrezygnować. Bo tak nie jest! :D) I to chyba tyle, a teraz zapraszam do czytania. :)
_______________________________________________________________________________



Obudziłam się z okropnym bólem głowy, podpuchniętymi oczami i straszną niechęcią do samej siebie. Leniwie zwlokłam się z łóżka a już poczułam się okropnie, a hałas dochodzący z dołu nie pomagał. To brzmiało jak kłótnia i to nie byle jaka, bo jeśli się nie pomyliłam w ruch weszły szklanki i talerze. Czym prędzej zeszłam na dół, lecz w połowie schodów zatrzymałam się aby posłuchać o co tak naprawdę poszło.
-Nie Gregory, to nie była moja wina! Ja próbuję, staram się chociaż w jednej setnej zastąpić jej mamę, ale czy ty nie rozumiesz, że ona tego nie toleruje?!
-Mogłabyś strać się trochę bardziej, a zapraszaniem Tomlinsonów nie polepszyłaś sobie z nią stosunków.
-Ty chyba żartujesz! To co mam patrzeć jak podbija oko innym dzieciakom? I może mam się z tego cieszyć? - przypuszczam, że tata chodził nerwowo po kuchni ze swoją zmartwioną/zdenerwowaną miną.
-To tylko okres buntu. Przejdzie jej.
-Cholera GREG! Jeszcze jedno takie posunięcie i będziesz musiał wydalić ją ze szkoły. Rozumiesz co to oznacza? Za rok nie pójdzie...
-Za rok nie pójdę do koledżu łapię. - dokończyłam wchodząc do kuchni - Słuchaj Kate - zwróciłam się do kobiety - naprawdę nie miałam na myśli tego co powiedziałam wczoraj, to było głupie. Jesteś dla mnie bardzo ważna, ale nikt nie zastąpi mi mamy. Nawet jeśli jest to ktoś tak cudowny jak ty. Przepraszam. Wybaczysz mi? - spojrzałam na kobietę, a w jej oczach znalazłam coś jak wzruszenie, wiedziałam że te słowa wiele dla niej znaczyły
-Oj no chodź tu. - kobieta machnęła ręką otwierając ramiona, abym mogła się przytulić. - Zjesz jajecznicę? - zapytała patrząc na mnie
-Wolę omleta - uśmiechnęłam się do Kate
-Dobrze zrobię ci omleta, a ty idź się przygotować do szkoły. Zrobić ci lunch czy weźmiesz pieniądze?
-Pieniądze mogą być - krzyknęłam gdy wchodziłam po schodach
Wybrałam zwykły biały top i granatowe rurki przed kostkę, a na nogi włożyłam czerwone długie trampki wygrzebane z dna szafy. Wrzuciłam do torby laptopa, telefon i inne potrzebne rzeczy i przeszłam do łazienki. Związałam włosy w niesfornego koka który wyglądał całkiem przyzwoicie dopiero za trzecim razem i lekko się umalowałam zważając na to iż miałam dzisiaj trening siatkówki.
Zeszłam do kuchni gdzie już czekało na mnie pyszne śniadanie.
-Czekaliśmy na ciebie.
-Siadaj kochanie. - polecił tata wskazując miejsce naprzeciwko niego i Kate
-Coś się stało, bo wyglądacie na śmiertelnie poważnych. - powiedziałam odkładając torbę na ziemię i siadając na wyznaczonym miejscu
-Więc mamy dwie sprawy do omówienia. - nic nie odpowiedziałam, aby tata nie przestawał mówić
-Tak. No..yy.. nie bardzo wiemy jak to powiedzieć dlatego nie będę tego przedłużać. Kate jest w ciąży a ja dostałem awans.
-To świetnie. Gratuluję. I tato jestem taka dumna, bo wiem jak ci zależało. I to już? Dlatego się tak stresowaliście?
-Kochanie.
-Tak?
-Ale nie wpadnij w paranoję. - nie wiedziałam czego mam się spodziewać
-Ten awans..moja posada to kierownik firmy... w Szwecji.
-Że co słucham? - wyplułam całe jedzenie które miałam właśnie w buzi
-Ja wiem jak to brzmi, ale to nie koniec świata.
-Ale ja mam tutaj całe życie!
-Koteczku znajdziesz nowych znajomych. Pójdziesz do nowej szkoły.
-Ale co ze studiami? Miałam iść tutaj. Tato!
-Wiesz co znaczy ten awans. - odpowiedział łagodnie
-A może zostanę z ciocią tutaj w Londynie? Albo może rodzina Gill mnie przygarnie? - o ile się pogodzicie - pisnęła moja podświadomość
-Nie [t.i] to niemożliwe. - wstałam od stołu złapałam za torbę i skierowałam się w stronę drzwi
-[t.i] zaczekaj, Obgadajmy to.
-Spóźnię się do szkoły. - mruknęłam i wyszłam z domu
Wiedziałam doskonale iż kierunkiem mojej podróży nie jest szkoła tylko opuszczony park. Gdy już do niego dotarłam usiadłam na brzegu jeziora i zaczęłam rozmyślać jak to będzie wyglądało. Moje życie w innym kraju. Może i lepiej. Skoro Gill mnie nienawidzi to nie mam po co zostawać. Będę tęsknić za resztą moich znajomych, ale jakoś przeżyję. Określiłabym raczej nasze relacje jako "jeśli nie ma z kim wyjść to wychodzimy razem".
-Bu! - ktoś krzyknął mi nad uchem a ja dostałam ataku serca
-Czego chcesz? - powiedziałam zerkając na oprawcę mojego zawału
-Przyszedłem pomyśleć, ale zobaczyłem tutaj ciebie.
-Ty i myślenie? - powiedziałam nie dowierzając
-Wcale mnie nie znasz tak dobrze ja myślisz.
-Oh błagam Louis. Znam cię odkąd sikałeś w majtki, a na chleb mówiłeś pep
-Zmieniłem się.
-Tak. Teraz mówisz poprawnie. - powiedziałam i spojrzałam na chłopaka szukając przyczyny dla której go tak bardzo nienawidzę
-Tak czy inaczej idziesz do szkoły? - zapytał
-Ummm... tak - podniosłam się z ziemi i zarzuciłam torbę na ramię - Idziesz? - zapytałam najobojętniejszym głosem jaki potrafiłam odnaleźć
-Nie mam na godzinę później.
-Jak tam chcesz. - powiedziałam i odwróciłam się
-Do zobaczenia później. - krzyknął za mną Louis a ja podniosłam tylko rękę nie fatygując się na odwrócenie czy odpowiedzenie chłopakowi
Idąc do szkoły uświadomiłam sobie dlaczego tak bardzo nie lubiłam Louis. To przez moją mamę go poznałam. Byliśmy przyjaciółmi. I to najlepszymi, mówiliśmy sobie wszytko. To z nim miałam swój pierwszy pocałunek. Był moim pierwszym chłopakiem/przyjacielem. Do czasu. Jakoś w czwartej klasie, kiedy mama umarła odcięłam się od wszystkich. Najbardziej od Tomlinsona. Zbyt bardzo mi o niej przypominał. Nie mogłam tego znieść wpadłam w złe towarzystwo, ale wtedy poznałam G. Dzięki Bogu. Bez niej prawdopodobnie byłabym już za kratkami, albo byłabym martwa. Ale na szczęście ona mnie ogarnęła.
Gdy doszłam do szkoły zauważyłam właśnie G. stojącą przy swojej szafce.
-Jak bardzo mnie nienawidzisz? - zapytałam podchodząc do dziewczyny
-Nie nienawidzę cię. - powiedziała odwracając się do mnie twarzą - ale nadal jest mi przykro
-Przepraszam, przepraszam. Musisz mi wybaczyć. - powiedz jej że się wyprowadzasz, może wtedy ci wybaczy...oh zamknij się głosie! - Obiecuję, że powiem ci dlaczego tak bardzo nienawidzę Louisa, ale błagam wybacz mi. Nie chcę cię stracić. - nie mogłam jej stracić Gill jest moją ścianą, jeśli odejdzie to ja się rozsypię
-Mamy całą godzinę na twoje tłumaczenie. - powiedziała łapiąc mnie pod ramię i prowadząc w stronę sali gimnastycznej.
Gdy już wszystko wytłumaczyłam Gill jedyne co zrobiła to przytulenie mnie i powiedzenie mi, że wszystko jest w porządku i że już jest dobrze. Po przerwie nadeszła ta chwila. Chwila moich publicznych przeprosin w stronę Louisa i sama nie wiem dla kogo to zdarzenie było bardziej żenujące, ale coś mówi mi iż dla niego. Bo cała szkoła dowiedziała się właśnie, że to dziewczyna go porządnie sprała.  Jakoś przebrnęłam przez całe to widowisko i byłam wolna po około piętnastu minutach. Wyszłam z sali teatralnej w której miały miejsce przeprosiny i pokierowałam się w stronę szafek przy dziedzińcu szkolnym.
-Ej. Ej. [t.i]. Czekaj. - usłyszałam znajomy głos, który po chwili się zbliżył - Cześć [t.i]
-Louis. - odpowiedziałam - Czego chcesz? - zapytałam głosem w którym wyraźnie było słychać, że nie jestem zainteresowana jego odpowiedzią.
-Ja tylko zastanawiałem się czy mam coś przynieść na dzisiejsze korepetycje.
-Twoje notatki z algebry wystarczą.
-Oh okej. To widzimy się o siedemnastej. A i [t.i] chcę żebyś wiedziała, że te przeprosiny to totalnie pomysł mojej matki - gdy to powiedział odwrócił się i po chwili zniknął za rogiem
-[t.i] pośpiesz się. Nie mam całego dnia na czekanie aż przywleczesz tutaj swoje cztery litery. - krzyknęła Gill.
Byłam niesamowitą szczęściarą, że mam taką przyjaciółkę. I mimo mojego karygodnego zachowania, jednak sobie nie odpuściła. Sama się jej dziwiłam. Gdybym była na jej miejscu już dawno bym ze mną skończyła. Ale ona nie daje za wygraną. Jest tą osobą która chce uratować wszystkich, ale ja nie wiem czy mogę jeszcze zostać "uzdrowiona" z tego kim się stałam przez ostatnie dwa lata.
-Już biegnę! - odkrzyknęłam startując, gdy znalazłam się obok dziewczyny uwiesiłam się jej na szyję i zaczęłam wygłupiać.
-Dobrze wystarczy tej głupawki. - nie przestawałam małpiego zachowania - [t.i] mówię poważnie przestań! - nie dawałam za wygraną - oh, no dobra niech ci będzie - dziewczyna dołączyła do mnie, a po chwili obydwie znalazłyśmy się na trawie dziedzińca szkolnego wybuchając śmiechem, ponieważ potknęłam się o nogę Gill kiedy skakałam wokół niej.
-To co Louis przyszykował na waszą pierwszą randkę. - zapytała podnosząc się - To takie ekscytujące dwójka wrogów wcześniejszych kochanków ponownie zakochuje się w sobie.
-Wstrzymaj konie Maurycy .Po pierwsze mieliśmy po DWANAŚCIE lat. Po drugie to nie jest RANDKA. To KOREPETYCJE z algebry. A po trzecie tobie też by się one przydały. - spojrzałam na nią i wpadłam na świetny pomysł
-Nie nawet mnie w to nie wciągaj. - powiedziała najbardziej pewnym głosem jaki potrafiła z siebie wydać
-Prrooszę. Gill kochana przyjaciółko moja przyjdź dzisiaj. Może ten wieczór będzie znośniejszy.
-Ugh, nienawidzę cię.
-A ja cię kocham.
-Będę o 16, albo chwilę później. To zależy.
-Niby od czego? - spojrzałam na dziewczynę ale jedyne co zobaczyłam to ją czule witającą się z Danielem. Ile mnie ominęło przez czas jaki się nie odzywałyśmy? Dlaczego to nie była pierwsza wiadomość jaką od niej usłyszałam. Czyli to znaczy, że nie jest już tak samo jak kiedyś?
-Daniel znasz [t.i]? To moja...koleżanka.
-Hej. - podałam chłopakowi rękę jednak on nie wykonał podobnego ruchu więc moja dłoń zawisła samotnie w powietrzu, a Daniel nawet nie pofatygował się aby mi odpowiedzieć
-To do zobaczenia później. - powiedziała Gill i wsiadła do samochodu posyłając mi całusa przez szybę
Spojrzałam na zegarek i omal nie dostałam zawału serca. Miałam jeszcze jechać do centrum, a teraz nie zdążę, a następny bus będzie za półtorej godziny. Dziękuję, że mieszkam na największym zadupiu Londyńskich przedmieść. No nic poczekam sobie. Muszę zrobić prawko. Ale czy to ma sens? No bo przecież i tak się wyprowadzę.
-Podwieźć cię gdzieś, bo właśnie jadę na większe zakupy do centrum? - na przystanku zatrzymał się Louis
-Cóż za wspaniały zbieg okoliczności nieprawdaż?  - zapytałam sama siebie
-[t.i]?
-Tak właściwie też się chciałam wybrać do centrum. - powiedziałam wsiadając do czarnego BMW 730d
-Jak chcesz to wybierz coś w radiu - powiedział, na co bardzo się ucieszyłam włączając moją ulubioną stację
-Dobrze teraz nie masz możliwości ucieczki więc powiesz mi dlaczego mnie tak nie znosisz. -

no to jestem w dupie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz